Nie dziś

Ten tekst pisałem z myślą o Jazzarium, ale uznałem, że będzie lepiej, jeśli opublikuję go tutaj. To bardzo osobista wypowiedź, niemająca nic wspólnego z muzyką improwizowaną, niepasująca do profilu portalu. Ale to dla mnie bardzo ważne, chciałem to powiedzieć.

Przepraszam, nie jestem w stanie pisać o niczym innym. 

Na naszej wschodniej granicy umierają ludzie. Uchodźcy. Wprowadzony stan wyjątkowy służy wyłącznie temu, żeby odciąć ich od kontaktu z kimkolwiek, więc nikt nie przyniesie im nic do jedzenia, żadnych leków, ciepłych ubrań. Nikt. Nic. Nie ma tam żadnych dziennikarzy, lekarzy, organizacji pomocowych. Straż graniczna zawraca każdego, bo stan wyjątkowy, bo rozkaz. A ci ludzie umierają. Jeden po drugim. Bo czyjeś idiotyczne, polityczne gierki, bo ktoś za wszelką cenę chce mieć rację… Coż, jeśli jakiś polityk broni swojej racji za wszelką cenę, to zazwyczaj można być pewnym jednego. Ktoś inny płaci. 

Tym razem płacą uchodźcy. Życiem.

Tak dla porządku: oczywiście można dyskutować o tym czy ich przyjąć, czy izolować,czy przesłać gdzieś dalej; taka dyskusja pewnie jest potrzebna – ale można ją zacząć dopiero wtedy, gdy udzieli się tym ludziom pomocy. Gdy ich życie nie będzie zagrożone. Bo to są ludzie.

Tak, mam kilka płyt do opisania – ale przepraszam, dziś jakoś muzyka mnie nie cieszy, nie wciąga, nie inspiruje.

Dziś nie napiszę nic więcej.

Dziś nie.

Call My By Your Name

Właśnie wróciłem z trasy, co za miła odmiana po pandemii! Grałem z Sinfoniettą Cracovią, to były pokazy oskarowego filmu „Call Me By Your Name” z muzyką na żywo. I cztery duże sale – Torwar (WAW), ICE (KRA), NFM (WRO) i Sala Ziemi (POZ). Fajnie.

Sale wypełnione mniej więcej w połowie, organizator chyba zabezpieczył się na wypadek wprowadzenia obostrzeń pandemicznych, że gdyby trzeba do niepełnej sali, to jakby co, to my jesteśmy OK. W Krakowie i we Wrocławiu graliśmy po dwa koncerty, choć chyba publiczność spokojnie zmieściłaby się na jednym. Tak było chyba bezpieczniej, choć na drugim byłem już po prostu zmęczony.

Film smutny, cholernie smutny – o beznadziei, o miłości już na starcie skazanej na porażkę, o rozczarowaniu, bólu i stracie. To jeden z pierwszych filmów o relacji gejowskiej, dobrze, że wciąż jest pokazywany. Od drugiego pokazu starałem się nie oglądać zbyt uważnie, ta beznadzieja była zbyt dojmująca, zbyt prawdziwa.

Samo granie OK, Sinfonietta w świetnej formie, fajni soliści. Cieszę się, że gram, że znowu jeżdzę, że udało mi się nie zmienić pracy. Choć smutek i niepewność i tak wiszą nad głową – bo sale zapełnione do połowy, bo nie wiadomo co będzie, bo wszystko się zmienia, bo ta beznadzieja z filmu jakoś mi pasuje do rzeczywistości…

Zapraszam na koncerty!

W lipcu kilka razy wyjdę na scenę, będzie mi bardzo miło, jeśli zechcesz posłuchać.

10.07, 16:00, Park Ujazdowski – w duecie z Wojtkiem Pulcynem zaimprowizuję na temat muzyki dawnej. Koncert plenerowy, wstęp wolny.

13.07, 20:00, Mała Warszawa – premiera najnowszej płyty Lali Czaplickiej, przedwojenne piosenki Warszawy. Fajne.

15.07, 20:00, Komu Komu – duet z Kornelem Jasińskim, początek cyklu Interakcje. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, będę grał duety z różnymi fajnymi ludźmi. Tym razem będą ballady, może nawet trochę standardów?

20 i 21.07, Kuźnie Kulturalna – Michał Bajor, Piosenki włoskie i francuskie

25.07, 16:00, Park Kombatantów, duet z Wojtkiem Pulcynem.

Solo w Składzie Butelek

Zapraszam w najbliższy piątek do Składu. Zagram pierwszy, solowy, improwizowany set. Pierwszy po pandemii. To dla mnie wyjątkowy moment. Przyjdź, jeśli możesz i chcesz.

Skład jest na ul. 11 Listopada 22, bilety na koncert kosztują 20 PLN.

Wracam na scenę?

Nie nastawiam się, nie dowierzam… ale wszystko wskazuje na to, że po ponad roku przerwy wracam do grania. Pierwsze terminy są w lipcu, zagram impresje na temat muzyki dawnej w duecie z Wojtkiem Pulcynem, będzie też można posłuchać mojego Special Trio. Nie wiem, czy w lecie będzie wolno grać na salach koncertowych, i czy wszystkie miejsca będą mogły być zajęte, dlatego szykujemy się na występy w plenerze. Trochę niepewnie, ale z nadzieją zapraszam do zaglądania do zakładki Koncerty.

Do zobaczenia!

Życzę Wam

Dobra. Piękna. Miłości. Muzyki. Spokoju. Normalności. Wytrwałości. Zdrowia. Nadziei. Wszystkiego, czego Wam trzeba.

(ceterum censeo ***** ***)

Są pierwsze recenzje Muzyki z nieistniejących filmów!

Już kilka dni po premierze moja solowa płyta, Music From Non-Existent Music, doczekała się recenzji.

Maciej Lewenstein, autor kompendium „Polish Jazz Recordings And Beyond”, napisał: „Marcin’s masterpiece au naturel. Full of melody and
abstract improvisations à la Derek Bailey, John Russell or
Joe Morris. … clearly one the best Polish solo guitar, showing
incredible maturity, creativity and musical imagination
of Marcin.” Cały tekst można przeczytać tu.

Pierwszą recenzję, już na drugi dzień po premierze napisał Krzysztof Komorek na portalu Donos Kulturalny: „Music from non-existent movies”  to płyta jakiej teraz potrzebujemy.” – cały tekst jest tu.

Płytę można kupić w serwisie Bandcamp.

Gadt/Olak/Gombrowicz. Posłuchaj.

Punktem wyjścia był “Dziennik” Gombrowicza. Tekst ostry, bezlitosny, prowokujący; kwestionujący formę i wszelkie konwenanse. Pełen buntu, gniewu i niezgody na zastany porządek. Anna Gadt i ja w improwizacjach zmierzyliśmy się z gombrowiczowskim podejściem do formy i konwenansu, starają się nadać swoim wypowiedziom charakter unikalny i prawdziwy, wolny od jakichkolwiek zależności formalnych czy stylistycznych. Od konwencji wyżej cenimy wrażliwość, interakcję, swobodę wypowiedzi. Muzyka – kod doskonale abstrakcyjny – wydaje się być idealnym medium do zmierzenia się z takimi zamierzeniami. Ale, z drugiej strony, w improwizacjach pojawiły się wybrane fragmenty “Dziennika”… Przetwarzane, zniekształcane, zwielokrotniane – ale jednak wcześniej przygotowane. A zatem nieprzewidywalne zawiera więc z sobie uprzednio przewidziane, a odrzucenie konwenansu natychmiast stwarza nowy konwenans… Paradoks, jak to u Gombrowicza.